|
Archiwum
Zakładki:
|
niedziela, 18 listopada 2007
Na lęk i depresję - OŚRODEK POLANA
Spotkania terapeutyczne łączące metody tradycyjne z terapią tańcem i ruchem to propozycją Ośrodka Polana dla wszystkich tych, którzy zmagają się z problemem depresji i lęku. Terapia będzie prowadzona w zamkniętaj grupie, co jest gwarancją bezpieczeństwa dla wszystkich jej uczestników. Wszystkim, którzy chcieliby spróbować polecam odwiedziny strony Polany. Kto nie zdecyduje się ostatecznie na wzięcie udziału w terapii i na bezpośrednie spotkania w psychologiem, może spróbować terapii online. Wystarczy wejść na www.osrodekpolana.pl
niedziela, 04 listopada 2007
Terapia dla DDA
Jesteś DDA - Dorosłym Dzieckiem Alkoholika? Wiesz o tym i chcesz sobie pomóc? Wypróbuj terapię grupową. Podobno z tym problemem najlepiej walczyć w grupie, bo tylko dzięki temu zobaczysz, że są inni ludzie, którzy mają te same problemy, że nie jesteś sam. Będziesz mógł przekonać się o tym sam. Będziesz mógł podzielić się swoimi doświadczeniami z ludźmi, którzy będą potrafili Cię zrozumieć, bo czują podobnie. W Ośrodku Polana będzie taka grupa, już w listopadzie. A następna w styczniu. Spróbuj, jeśli DDA to też TY. Pozdrawiam wszystkich ciepło.
środa, 05 września 2007
Nie umiem mówić nie...
Czasem naprawdę nie potrafię odmówić... Szczególnie kiedy ktoś mnie o coś bardzo prosi. I mimo że nie mam na to czasu, mimo że wiem, że to będzie dla mnie duże obciążenie, mimo że czuję, że będzie mnie to męczyć i będę sobie pluć w brodę, że się na to zgodziłam, nie umiem powiedzieć stanowczo: NIE! Zazdroszcze tym, którzy tak po prostu, mówią, że nie mogę, nie chcą, nie mają ochoty, nie mają czasu, nie są przygotowani, nie będą, bo NIE! A ja nie potrafię... Może po warsztatach będzie mi lepiej. Może nie od razu zrobię skok do przodu niewiarygodny, ale może odkryję coś, co mnie odblokuje w tej kwestii. O rany, jak byłoby extra. Fajnie, że są takie zajęcia. Może ktoś z Was się do mnie przyłączy. http://www.osrodekpolana.pl/aktualnosci/15.html
poniedziałek, 16 kwietnia 2007
Uzależniona od diety
Dziewczyny, ile razy w życiu rozpoczynałyście dietę? Ile razy stawałyście przed lustrem, żeby stwierdzić, że tu i tam jest was zbyt wiele...? Ilekroć liczyłyście kalorie? Na pewno wielokrotnie. Chyba jak każda z nas. Są jednak ludzie, w przeważającej liczbie kobiety, które odchudzają się obsesyjnie. Dla nich każdy posiłek to męka, bo wiedzą, że muszą jeść, a liczba kalorii w każdym produkcie wydaje im się być przerażająco duża. To choroba. Uzależnienie od diety ma swoją nazwę. To ortoreksja, od łacińskiego orto - prawidłowy oraz oreksis - apetyt. Obok anoreksji i bulimii to jedno z wielu zaburzeń odżywiania. Dzisiaj niestety coraz bardziej popularne. Wszystkie te choroby mają podłoże psychiczne. Na ortoreksję cierpią jednak najczęściej ci, którzy w życiu starają się nieustannie dążyć do perfekcji, są mocno skupieni na sobie. Dlatego wręcz chorobliwie zwracają uwagę na to, co jedzą, nie tylko na ilość, ale przede wszystkim na jakość spożywanych produktów. Nie liczy się również smak jedzenia. Często ograniczają swoją dietę do kilku produktów, które wydają im się najbardziej bezpieczne spośród wszystkich dostępnych. Nie pozwalają sobie na żadne przekroczenie diety, a jeśli zdarzy im się zjeść cokolwiek innego, mają potworne wyrzuty sumienia i wpadają w panikę, że teraz na pewno ich zdrowie zawiśnie na włosku. A ich organizm, pozbawiony, na skutek ciągłej diety, wielu ważnych witamin i mikroelementów rzeczywiście słabnie. Ich stan fizyczny i psychiczny się pogarsza, pojawiają się róznego rodzaju dolegliwości: bóle i zawroty głowy, kłopoty z pamięcią i koncentracją, bóle brzucha, nudności i ogólne osłabienie oraz choroby: jelit, osteoporoza, nadciśnienie, niedokrwistość. Ortoreksja może doprowadzić do bardzo poważnych chorób, a w skrajnych wypadkach nawet do śmierci. Jeśli ciągle się odchudzasz, ciągle szukasz nowych sposobów na ograniczenie ilości spożywanych kalorii, nowych rodzajów diet, zastanów się, czy nie przesadzasz. Jednym ze sposobów na określenie, czy nasze odchudzanie się nie jest chorobliwe, czy nie jesteśmy na drodze do ortoreksji, jest próba odpowiedzi na poniższe pytania: Jeśli odpowiedziałaś pozytywnie na 5 lub więcej spośród tych pytań, zastanów się, czy nie powinnaś zmienić nawyków. Najlepiej byłoby również, gdybyś udała się na konsultację z psychologiem. To na pewno nie zaszkodzi, a być może pomoże ci uniknąć poważniejszych problemów ze zdrowiem, fizycznym i psychicznym. O ortoreksji pisze i prowadzi terapie w Polanie Agnieszka Paczkowska, z której materiału na http://www.psychologia.net.pl/artykul.php?level=275 korzystałam.
środa, 07 marca 2007
DDA jest bardzo wielu
Czy wiecie, że 40 procent naszego dorosłego społeczeństwa stanowią DDA, czyli Dorosłe Dzieci Alkoholików? Część z nich zgłasza się na terapię, do ośrodków pomocy psychologicznej, takich jak Polana, z której pomocy sama korzystam. Dla nich najlepsza jest terapia grupowa - spotkanie i konfrontacja doświadczeń z innymi ludźmi, mającymi podobne problemy. Dorosłe Dzieci Alkoholików wychowały sie w rodzinach nadużywających alkoholu. Za wcześnie musieli dorosnąć, dlatego dzisiaj, kiedy zgodnie z datą urodzenia dawno przekroczyli próg pełnoletności, w głebi siebie są nadal dziećmi. Dane statystyczne dotyczące naszego kraju są zatrważające. W Polsce żyje ponad 4 miliony dzieci, których rodzice nadużywają alkoholu. A 40 procent dorosłych to DDA. DDA boją się wchodzić w związki, często przerażeniem napawa je ewentualność zostania matką lub ojcem. Mają wewnętrzne przekonanie, że w małżeństwie można się wyłącznie krzywdzić. Część z nich pije, część wiąże sie w końcu z osobami uzależnionymi od alkoholu. Jeszcze inni starannie unikają wspomnień. Boją się, żeby ich życie nie było kopią życia ich uzależnionych rodziców czy opiekunów. Jesli znasz kogoś takiego, spróbuj mu pomóc. Namów na wizytę u psychologa albo na terapię. Dla DDA życie też może być piękne. :)
poniedziałek, 12 lutego 2007
Gdy dziecko sięga po narkotyki
Gdy dziecko sięga po narkotyki... Co wtedy robić? Trzeba pomagać. I dobrze jest wiedzieć jak. Do Ośrodka Polana www.osrodekpolana.pl mogą zgłaszać się rodzice, których dzieci są uzależnione od narkotyków, alkoholu i innych niebezpiecznych środków. Wszyscy, którzy zrobią to jeszcze do 20 lutego, będą mogli wziąć udział w bezpłatnych zajęciach edukacyjnych, na których dowiedzą się jak pomagać dziecku. Fachowa wiedza zatrudnionych w Polanie specjalistów jest skarbem. Dlatego, jeśli Twoje dziecko potrzebuje pomocy, zgłoś się do ośrodka. Możesz tylko zyskać.
czwartek, 18 stycznia 2007
Dla rodziców
Nie mam żadnych problemów z dziećmi, ale wiem, co sama przeszłam i wiem, jak ciężko może być ludziom, których dziecko jest uzależnione od alkoholu, narkotyków czy innego rodzaju środków. Żeby móc sobie z tym poradzić, a przede wszystkim móc pomóc swojemu dziecku, trzeba wiedzieć, z czym ma się do czynienia, na czym to polega, jak działa... Trzeba skonsultować się ze specjalistą, który będzie wiedział najlepiej jak to zrobić. Właśnie dlatego tak bardzo cenię Polanę. Pomogli mi i jestem im za to wszystko, co od nich "dostałam", niezmiernie wdzięczna. Teraz ja mogę pomóc innym osobom... Bo może wśród Was, osób, które zaglądają na mojego bloga, z większym bądź mniejszym zainteresowaniem śledząc moje wpisy, jest ktoś, kogo dziecko lub dzieci zmagają się z uzależnieniem od różnego rodzaju środków niebezpiecznych dla zdrowia i życia. Jeśli tak, to zgłoście się w lutym do Polany www.osrodekpolana.pl i skorzystajcie z bezpłatnych zajęć edukacyjnych dla rodziców, których dzieci są uzależnione od środków psychoaktywnych. W zajęciach będą mogli wziąć udział ci, którzy zgłoszą się do Polany do 5 lutego. Na spotkaniach będzie można zdobyć niezbędną wiedzę na temat uzależnień i taką, która dotyczy funkcjonawania w rodzinie, która z problemem uzależnienia dziecka musi się zmagać. Jeśli ten problem dotyczy kogokolwiek z Was, polecam Polanę, dla dobra Was samych, a przede wszystkim dla dobra Waszych dzieci, którym, po spotkaniach w Ośrodku Polana, być może wreszcie będziecie potrafili pomóc. Ja skorzystałam z pomocy Polany i dzięki temu dzisiaj żyję i cieszę się życiem.
piątek, 15 grudnia 2006
Sprzedam nerkę...
Wstrząsające, że ludzie są aż tak zdesperowani... Nie wiem, co bym zrobiła, gdybym sama znalazła się sytuacji matki, dla której jedynym sposobem na uratowanie zdrowia lub życia dziecka i sprzedanie własnego narządu... Nie wiem... Ciało jak hipermarketAgnieszka Domanowska"Jestem młodym, zdrowym człowiekiem. Sprzedam swoją nerkę. Cena 40 tys. zł" - setki takich ogłoszeń można znaleźć w internecie, są również na białostockich portalach. Choć handel ludzkimi narządami jest zakazany, mnóstwo ludzi wystawia swoje ciało na sprzedaż. Powód wszyscy podają ten sam: problemy finansowe.Sprzedam nerkę, wątrobę... wszystko sprzedam Nerka za długi - Oczywiście nie ma nic za darmo - mówi otwarcie. - Kiedyś oglądałem taki program w telewizji o osobach, które żyją tylko dzięki dializom. Chcę pomóc i coś zyskać. To chyba nic złego... A ludzie kupują - Miałam bardzo dużo telefonów od osób zainteresowanych - wyznaje kobieta ogłaszająca się w internecie. - Ludzie pytali, niektórzy oddzwaniali, ale do ostatecznej decyzji jeszcze nie doszło. - Dlaczego chcę kupić nerkę? Moje dziecko jest chore. Zrobię wszystko, aby je uratować. Sprzedam mieszkanie, samochód. Zdrowie syna jest najważniejsze - tłumaczy zdenerwowana kobieta, rozpaczliwe poszukująca dawcy. - Jeżeli tylko znajdę, z odpowiednią grupą krwi, i wszystko będzie się zgadzało, zrobię to nielegalnie...
wtorek, 28 listopada 2006
Sukces siatkarzy i mój...
Na fali euforii po zwycięstwie polskich siatkarzy z Rosjanami postanowiłam podzielić się z Wami moim sukcesem. Udało mi się!! Pracowałam nad tym długo, naprawdę dłuuugo... I miałam wiele chwil zwątpienia, wiele chwil, kiedy myślałam, że na pewno mi się nie uda, wiele chwil, kiedy myślałam, że już wszystko stracone, że nic nie uda mi się osiągnąć... A tak bardzo chciałam. Chciałam pomóc, chciałam, żeby Sławek odzyskał siebie, chciałam, żeby Sławkowi znowu zaczęło się chcieć, żeby zrozumiał, że jeszcze może zrobić coś dobrego. Że owszem popełnił błąd, może nawet wiele błędów, ale to nie znaczy, że teraz ma się poddać, nie znaczy, że nic nie jest wart i w zasadzie powinien już tylko siedzieć cicho i czekać aż to życie się skończy (a tak mówił). Sławek stracił bardzo wiele. W zasadzie wszystko to, co kiedyś uznawał za najważniejsze. Stracił kochającą żonę, córeczkę, ciepły dom, pracę, którą bardzo lubił i która dawała mu satysfakcję. Wszystko dlatego, że któregoś dnia polubił ruletkę... Zaczęło się niegroźnie. Chyba jak każda tego typu historia, wyjęta z niezbyt skomplikowanego amerykańskiego filmu... Tyle, że tym razem to nie był film tylko rzeczywistość, a niegroźny początek doprowadził do smutnych konskwencji... Sławek stracił wszystko. Najpierw był w euforii, miał gotówkę, którą zabierał ze sobą do kasyna i ją pomnażał. Kilka razy udało mu się wygrać naprawdę poważne kwoty. Nawet mu wszyscy trochę zazdrościliśmy tego farta. No właśnie, dla nas to był fart, a dla niego stał się sposób na życie. Wydawało mu się, że ma szczęście i tak się w tej euforii zapamiętał, że zapomniał o wszystkim innym. I wszystko... stracił. W kasynie naprawdę wygrywa się chyba tylko raz. Na zachętę. I dlatego później trudno jest przestać wierzyć, że to nie był tylko zbieg okoliczności... Sławek długo nie chciał uwierzyć... Aż przestał wierzyć w cokolwiek, bo nic już nie miał. A ja pracowałam nad nim bardzo długo i wreszcie, wreszcie sukces!!! :) Udało mi się namówić Sławka na terapię. Idziemy pojutrze do POLANY. I tak właśnie... Sukces polskiej reprezentacji siatkarskiej bardzo mnie ucieszył, ale chyba nie tak bardzo jak telefon Sławka, który mówi: "No dobrze, chodźmy. Tylko chodź tam ze mną, proszę..." Pójdę.
czwartek, 16 listopada 2006
Zmarła na anoreksję...
Wczoraj napisałam ten tekst o dziewczynach, które sie katują dietami cud i które popadają w anoreksję czy bulimię, z różnych przyczyn... I o tym, że ludzie dzisiaj mają obsesję pięknego wyglądu i robią wszystko, aby się dopasować do lansowanego w kolorowych magazynach wizerunku... I dzisiaj, jak gdyby w odpowiedzi na mój wczorajszy wpis, znalazłam w Internecie smutną informację. 18-letnia brazylijska modelka Ana Carolina Reston zmarła we wtorek na anoreksję w szpitalu w Sao Paulo. Ana Carolina, mająca 174 cm, wzrostu ważyła zaledwie 40 kg. Ostatnio odżywiała się jedynie pomidorami i jabłkami. Modelką była od 13. roku życia. Hospitalizowano ją trzy tygodnie temu z powodu zakażenia dróg moczowych, które przekształciło się w niewydolność nerek i infekcję uogólnioną. Nie miała żadnej odporności i leki nie działały z racji jej ogromnego osłabienia - powiedziała prasie ciotka zmarłej. Podobno jej śmierć ponownie wywołała z Brazylii debatę o wadze minimalnej dla modelek. We wrześniu rząd lokalny w Madrycie zabronił udziału wychudzonych modelek w kolejnej edycji pokazów mody Pasarela Cibeles. Odpadło 30-40 procent dziewcząt. Przedstawiciele rządu madryckiego wraz z Hiszpańskim Towarzystwem Endokrynologii i Odżywiania wprowadzili surowe ograniczenia: modelka, której współczynnik masy ciała nie przekracza 18 (przy 175 cm wzrostu jest to waga 56 kg), nie może pojawić się na wybiegu podczas pokazów. Dobrze, że w ogóle na ten temat dyskutują. Szkoda tylko, że nikt nie pomógł tej młodej dziewczynie.
|